Niedzielny obiadek
KardiologiaPrawdopodobnie to ostatnia niedziela na kardiologii. Upalna niedziela. Niedziela bólu ud.
Ostatnio przegiąłem z gimnastyką. Uda bolą. Ale to dobrze. Moje wychudłe od leżenia uda w końcu zaczęły pracować. Dziś tylko 4km spaceru.
Po południu zjawili się najbliżsi, z rosołem i kotletem z kurczaka. Jak w domu. Delikatny makaron i pietruszka. No i pieprz. Dużo świeżo zmielonego pieprzu. Marzenie. Wystarczyło zamknąć oczy i już byłem przy domowym stole. Własnoręcznie zrobionym z klejonki dębowej.
Dom. Po pięciu tygodniach poza nim tęsknię za każdym kątem, każdą kolorową ścianą, inną niż mdłe ściany szpitala. I za domownikami, bo cóż znaczy najpiękniejszy dom bez nich. Byłby pusty jak kolorowa pisanka.
Domownicy zjawili się dziś w szpitalu, przynieśli ze sobą trochę domu. I ciepła. I radości. I miłości.
Życzę wszystkim takich odwiedzin.