Oczekiwanie
KardiologiaKolejny dzień oczekiwania na operację. Mają mnie przewieść do innego (położonego niedaleko) szpitala, a tam ciąć, kroić i szyć. Lecz nie dzisiaj, ani nie jutro. Jakiś remont tam mają i mój “remont” musi poczekać 😏
Jestem zahartowany jak stal … mam nadzieję, że kolejne dni mnie nie rozhartują 🙃
Po południu dostałem broszurę “Jak ćwiczyć po operacji?“. Wykonałem ćwiczenia, które nie wymagały szarfy lub kijka.
Po raz drugi odczuwam nudę, jak w Rejsie “Nic się nie dzieje …”
Przeszedłem chyba wszystkie etapy: na początku bytności w SOR łudziłem się, że przepiszą mi antybiotyki i pójdę do domu, potem było zdziwienie, zakłopotanie. Po diagnozie na echo serca wkradł się strach: nieodwracalne uszkodzenie zastawki mitralnej w stopniu umiarkowanym.
Werdykt 3 - 6 tygodni leczenia antybiotykowego, a potem operacja serca. Jak cegła z gzymsu na głowę. Panika. Poprosiłem o psychologa.
W zaleceniach przestrzeń. Szukałem jej przez kilka dni. Chyba znalazłem.
Sądziłem, że operacja małoinwazyjna, lecz nie pełne cięcie i sztuczna zastawka. Znowu dół. Jak z tym żyć. Poczytałem trochę o warfarynie i już w głowie układałem sobie dietę. To było niezłe, przestałem myśleć o operacji.
Potem moje myśli znów podążyły w kierunku operacji, problemów z rozciętym mostkiem.
Powoli, z dnia na dzień, w rytmie rozmów z personelem, wyklarowałem sobie jakiś obraz, który mnie uspokoił.
Jak stwierdził lekarz należę do nielicznej grupy pacjentów, która chce wszystko wiedzieć. Tak, wiedza. Zawsze była dla mnie najważniejsza. Wiedzieć znaczy nie lękać się. Móc ogarnąć niepewną rzeczywistość.
To wszystko już za mną, stres, niepewność, ułuda. Teraz czekam, aż mnie pokroją. Jak kurczaka. I wszyją sztuczną zastawkę, jak Gepetto zszył Pinokia. Pozostaje nadzieja, że zrobią to profesjonalnie, i na 20 może 30 lat.